Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Długo znowu mnie tutaj nie było, ponieważ zaczęłam interesować się bardziej zdrowiem, zdrowym odżywieniem itd. Na Instagramie wspominałam Wam, że niedługo zdradzę Wam co dokładnie robię i dlaczego zmieniłam z mężem podejście do żywności. I tak myślę, żeby tutaj stworzyć dodatkową zakładkę na stronie, gdzie będę od czasu do czasu dzielić się moimi doświadczeniami i informacjami, które zdobyłam.
Może
kogoś to zainteresuje, bo tak szczerze, to zaczynam zmieniać swoje podejście
również do kosmetyków, bo tak na dobrą sprawę to jak wygląda nasza skóra
świadczy o stanie naszego zdrowia „wewnętrznego” między innymi funkcjonowania
wątroby i innych nadrządów naszego organizmu (oczywiście miałam tego świadomość
już wcześniej, ale jakoś tak….) I stosowanie różnych mazideł, maseczek czy
kremów działa tylko powierzchownie i usuwamy przy ich użyciu tymczasowo
symptomy, tego co dzieje się w naszym ciele.. i umyśle! Nie mówię, że od razu
rezygnuję z testowania kosmetyków, ale szczerze, zaczęłam jeszcze bardziej
świadomie dokonywać ich zakupów. Myślę, że temat rozwinę w niedalekiej
przyszłości a dzisiaj kolejna porcja „pustaków”.
Jedziemy…
1. Płyn do demakijażu oczu dwufazowy z Nieva. Nie
wiem, która to już buteleczka, ale dla mnie najlepszy.
2. Garnier, płyn micelarny- tego produktu nie muszę
komentować, wiecie że jest numer 1 w śród miceli. J
4. Vianek nomalizujący i nawilżający kremy do twarzy- świetnie się sprawdziły, nie zapchały, delikatnie nawilżały. Jednak ten normalizujący „nie normalizował” wydzielania sebum, jak Ziaja Med., ale generalnie ok. Możliwe, że zakupię jeszcze w przyszłości ten nawilżający.
5. Ecolab, tonik do twarzy, głębokie oczyszczenie- na początku wydawał się kiepski, ale po dłuższym użytkowaniu polubiłam, ponieważ delikatnie tonizował twarz i nie przesuszał.
6. Maski w płachcie, które znacie z mojego instagrama, a o tych z Global Beauty już pisałam. Link TUTAJ. Dodam jedynie, że maseczki z BeautyPro, które nabyłam w Coctail Cosmetics są świetnie wycięte i chyba najlepsze ze wszystkich, które do tej pory miałam. Nawet od tych płacht od Tony Moly. ;)
7. Batiste, suchy szampon- mój must have, po prostu!
8. Ziaja, szampon figowy- z SSL-sami, ale włosy nie przetłuszczały się tak szybko po jego użyciu i plusem jest duża pojemność i cena.
9. Garnier, nawilżająca odżywka z olejkiem z avocado i masłem shea- świetna!!!! W ogóle Garnier ma świetne odżywki do włosów, ponieważ zawierają to co trzeba: trochę olejów, na końcu składu silikon i bardzo łatwo rozczesuje się włosy.
10. Right Guard, antyperspirant w sztyfcie o kremowej konsystencji i delikatnym mydlanym zapachu. Gruczoły potowe były świetnie ujarzmione. Jedyny minus, to aluminium w składzie, ale obecnie jest wszędzie we wszelakich kosmetykach do pielęgnacji okolic pod pachami. Zakupiłam sobie antyperspirant bez aluminium i na pewno dam wam znać jak się sprawdził.
11. Soap&Glory, peeling do ciała z płatkami owsianymi, miodem, cukrem i masłem shea. Nie wierzę, że tych składników jest nie wiadomo ile, ale bardzo polubiłam, delikatnie zdzierał i jednocześnie pozostawiał uczucie miękkiej, delikatnej skóry. I zapach „ciepłej, smacznej, pachnącej owsianki:. ;)
12. Laboratoire UltraPure, Shea Butter, krem do rąk o zapachu jaśminu i wanilii - aaaaaaaaaaaaaaaa dla mnie rewelka, ale niestety nie mogę go nigdzie dorwać . Już o nim kiedyś pisałam.
13. Max Factor 2000 Calorie- dla mnie najlepszy tusz do rzęs z małym minusem, jakim jest brak konkretnego ich wydłużenia. ;) W połączeniu z Maybelline NY Lash Sensational można osiągnąć piękny efekt pogrubionych i wydłużonych rzęs.
14. Makeup Revolution, Vivid Bake Highlighter, kolor gold- kiedyś kupiłam i tak trzymałam i trzymałam z myślą, że kiedyś użyję, ale do tego nie doszło, bo jest do mojej „zimnej cery” „za złoty”, za ciepły. Więc się żegnamy.
15. Avon Scent Essence, sparkly citrus- delikatny, cytrusowy, wakacyjny zapach. Niestety bardzo nie trwały, ale w ciągu dnia jak była w domu to uraczałam się tym zapachem. ;)
16. Gąbeczki do makijażu. Ta cała różowa z firmy Donegal, i niestety długo się nią nie nacieszyłam. Mimo, ze bardzo mięciutka i przyjemna w pracy, to niestety nie trwała. Widać na zdjęciu jak nietypowo mi pękła. A Ta dwukolorowa, to BUBEL z Real Techniques. Twarda jak kamień… bezużyteczna i leci do kosza.
Tyle lub tylko tyle zużyłam przez
ostatni miesiąc i w końcu mogę te opakowania wyrzuć bo trzymałam żeby Wam je
pokazać. J
Dziękuję, że wpadliście do mnie i
jeśli macie ochotę dajcie znać co myślicie o informacjach nt. zdrowia i
zdrowego odżywiania się. Bo ja dowiedziałam się wiele ciekawych rzeczy w tej
materii, które mnie ogromnie zszokowały a jednocześnie zmotywowały do lepszego
dbania o wnętrze. Bo jak wiadomo „czyste wnętrze- gładka twarz” ;) p). Ok już mnie
ponosi, do kolejnego.
Bużka, Iza
* Wszystkie opinie bazuję na własnych doświadczeniach i nie są sponsorowane
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Thank you for your comment, I really appreciate you taking your time!